Była to chyba pierwsza miniaturka, którą napisałam (rok
temu) więc jakoś dużo sensu w niej nie ma. Mam jednak
do niej sentyment i musiałam ją tu wstawić. Po prostu
musiałam.~Susie
temu) więc jakoś dużo sensu w niej nie ma. Mam jednak
do niej sentyment i musiałam ją tu wstawić. Po prostu
musiałam.~Susie
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Not always everything goes the way we supposed."
"Not always everything goes the way we supposed."
Była wyjątkowo mroźna zima. Hermiona wyszła spod Trzech Mioteł z zamiarem znalezienia Rona. Umówił się z nią na 16 a dochodziła już 17. Martwiła się o niego. Szła główną drogą. Zauważyła, że Hogsmeade wygląda jak z świątecznej kartki pocztowej. Pod jej nogami chrupał śnieg. Uwielbiała zimę, była to jej ulubiona pora roku. Chciała jak najszybciej dotrzeć do zamku, więc skręciła w boczną dróżkę. Nagle usłyszała cichą rozmowę dobiegającą z bocznej uliczki.
- Kochanie, ja naprawdę muszę już iść...
- Zostań jeszcze chwilę, pożegnaj się chociaż ze mną...
- No dobrze, już dobrze...
Po tych słowach stwierdziła, że dowie się kto tam się ukrywa. Spojrzała w tamtą stronę. Stanęła jak wryta. Ujrzała swojego chłopaka całującego się z Astorią Greengras, dziewczyną Malfoy'a. Gdy Ron ją zobaczył powiedział:
- Miona! Co ty tutaj robisz? To nie tak jak myślisz! - zapewniał ją.
- Po pierwsze Ronaldzie, - próbowała udawać, że mało ją obchodzi to całe zajście - nie masz prawa nazywać mnie już Mioną. Po drugie, nigdy więcej nie odzywaj się do mnie.
Po tych słowach odwróciła się na pięcie i odeszła z podniesioną głową. Chwilę później, gdy Ron i Astoria nie mogli już tego zobaczyć, załamała się i rozpłakała. Na jej nieszczęście [raczej szczęście (patrząc w przyszłość) - od autorki] zauważył to pewien Ślizgon. Podszedł do niej z irytującym uśmieszkiem na ustach.
- Cóż takiego się stało, że Panna-Wiem-To-Wszystko się rozryczała?
Hermiona nadal płakała. Ignorowała go, odkąd mocno się pokłócili tydzień temu,
- Nie masz zamiaru mi odpowiedzieć? Czekaj chwilę, muszę to zapisać. Pierwszy raz - udawał, że coś notuje - Granger zabrakło języka w gębie. No weź, muszę wiedzieć komu posłać kwiaty.
Miona nie mogła się powstrzymać i mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem.
- Nie no, nie taki był mój cel. - dodał z udawanym zażenowaniem - to powiesz mi wreszcie Granger o co tu chodzi?
- Tak, w sumie to ty też powinieneś o tym wiedzieć.
Draco zdziwił się, lecz chwilę później założył ponownie na twarz maskę obojętności.
- Przed sekundą widziałam Ronalda obściskującego się z Greengras.
Po tych słowach zerwała się z ławki, na którą wcześniej usiadła i pobiegła z płaczem w stronę zamku.
Chłopak jeszcze przez chwilę zastanawiał się w jakim świetle go to postawiło. Rudy z Astorią!? Zdradziła GO z takim palantem!? Nie, to niemożliwe. Domagając się więcej wyjaśnień ruszył za Gryfonką. Miała sporą przewagę, lecz on lepszą kondycję.
- Granger! Stój! - zawołał za nią.
- Zostaw mnie w spokoju Malfoy!
Chwilę po tym jak to powiedziała, poślizgnęła się i runęła na ziemię. Próbowała wstać, lecz ból w prawej kostce był tak ogromny, że ponownie upadła boleśnie na lód.
- Co Granger? Twoje ego jest zbyt wielkie i się o nie potknęłaś? - powiedział dobiegając do niej.
W odpowiedzi na to, cicho jęknęła. Draco jak na zawołanie wyciągnął do niej rękę i pomógł jej wstać.
- Możesz sama chodzić? - zapytał.
Próbowała postawić krok, lecz ból tylko się nasilił.
- Nie widzę innego rozwiązania - powiedział.
Po tych słowach spróbował wziąć ją na ręce, lecz ona tylko popatrzyła na niego z oburzeniem.
- Zwariowałeś do reszty Malfoy!? Przecież mnie nie zaniesiesz do zamku, to szmat drogi!
- Nie doceniasz mnie Granger.
Wziął ją na ręce. Niósł ją jakby ważyła zaledwie gram. Co prawda, to prawda - Draco był wspaniale wysportowany. Gdy niósł ją do zamku, jego twarz była przepełniona obojętnością. Spojrzała w niebo. Śnieg tak cudownie padał, szkoda, że w taki smutny dzień. Zdjęła fioletową rękawiczkę i wyciągnęła rękę ku górze. Nie przejmowała się tym, że jest jej zimno. Chciała poczuć płatki śniegu na skórze.
Draco uśmiechnął się gdy spojrzał na Hermionę. Wyglądała po prostu ślicznie. Wiedział, że jest ładna. Nie podlegało to żadnej dyskusji. Spojrzała na niego i zauważyła uśmiech. Odwzajemniła go.
- Przepraszam - powiedziała - nie powinnam tydzień temu wszczynać tej kłótni. Głupio się zachowałam - wydukała zakładając rękawiczkę na zmarzniętą dłoń.
- Masz rację Granger, głupio się zachowałaś, lecz ja, wielki, łaskawy Draco Malfoy dam szansę ci to wynagrodzić. - powiedział z wyniosłością, lecz też z uśmiechem.
- Słucham, co mam zrobić? - zapytała radosna Gryfonka.
- Pocałuj mnie.
- Chyba żartujesz - odpowiedziała.
- Wcale nie.
- Ty tak na serio?
- Jak najbardziej - powiedział - tyle osób mówi, że jesteś wielce empatyczną osobą. W którym momencie!?
- Nie, nie mów mi tego...
- Powiem. Kocham cię Hermiono Jean Granger. Pochodzę ze starego czarodziejskiego rodu - skrzywił się po tych słowach - a ty jesteś mugolaczką. Wstrętną szlamą - jak mawiał mój ojciec. Nie mogłem ci tego wyznać wcześniej, lecz teraz mamy po osiemnaście lat i możemy robić, co tylko nam się żywnie podoba. Na przykład to - po tych słowach pocałował dziewczynę delikatnie w policzek.
Miona popatrzyła w stalowo-błękitne tęczówki chłopaka. Pierwszy raz zobaczyła w nich miłość. Uczucie, którego nigdy nie doznał. Od początku był wychowywany na śmierciożercę. Bez uczuć, bez emocji - na mordercę. Kochała go, odkąd zostali przyjaciółmi, między nimi zawsze coś iskrzyło, lecz żadne z nich nie miało odwagi tego wyznać, a on to powiedział. Te dwa słowa, które odgrywają bardzo ważną rolę w życiu każdego człowieka. Bez nich, nie można normalnie żyć. Po prostu się nie da.
- Też cię kocham Draco.
Odwzajemniła pocałunek, tylko ten, był posłany prosto w usta Ślizgona. Chłopak popatrzył w czekoladowe oczy Gryfonki. Dzięki temu właśnie spojrzeniu, zrozumiał, że natrafił na drugą połówkę swojego smoczego serca.
- Po pierwsze Ronaldzie, - próbowała udawać, że mało ją obchodzi to całe zajście - nie masz prawa nazywać mnie już Mioną. Po drugie, nigdy więcej nie odzywaj się do mnie.Po tych słowach odwróciła się na pięcie i odeszła z podniesioną głową. Chwilę później, gdy Ron i Astoria nie mogli już tego zobaczyć, załamała się i rozpłakała. Na jej nieszczęście [raczej szczęście (patrząc w przyszłość) - od autorki] zauważył to pewien Ślizgon. Podszedł do niej z irytującym uśmieszkiem na ustach.
- Cóż takiego się stało, że Panna-Wiem-To-Wszystko się rozryczała?
Hermiona nadal płakała. Ignorowała go, odkąd mocno się pokłócili tydzień temu,
- Nie masz zamiaru mi odpowiedzieć? Czekaj chwilę, muszę to zapisać. Pierwszy raz - udawał, że coś notuje - Granger zabrakło języka w gębie. No weź, muszę wiedzieć komu posłać kwiaty.
Miona nie mogła się powstrzymać i mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem.
- Nie no, nie taki był mój cel. - dodał z udawanym zażenowaniem - to powiesz mi wreszcie Granger o co tu chodzi?
- Tak, w sumie to ty też powinieneś o tym wiedzieć.
Draco zdziwił się, lecz chwilę później założył ponownie na twarz maskę obojętności.
- Przed sekundą widziałam Ronalda obściskującego się z Greengras.
Po tych słowach zerwała się z ławki, na którą wcześniej usiadła i pobiegła z płaczem w stronę zamku.
Chłopak jeszcze przez chwilę zastanawiał się w jakim świetle go to postawiło. Rudy z Astorią!? Zdradziła GO z takim palantem!? Nie, to niemożliwe. Domagając się więcej wyjaśnień ruszył za Gryfonką. Miała sporą przewagę, lecz on lepszą kondycję.
- Granger! Stój! - zawołał za nią.
- Zostaw mnie w spokoju Malfoy!
Chwilę po tym jak to powiedziała, poślizgnęła się i runęła na ziemię. Próbowała wstać, lecz ból w prawej kostce był tak ogromny, że ponownie upadła boleśnie na lód.
- Co Granger? Twoje ego jest zbyt wielkie i się o nie potknęłaś? - powiedział dobiegając do niej.
W odpowiedzi na to, cicho jęknęła. Draco jak na zawołanie wyciągnął do niej rękę i pomógł jej wstać.
- Możesz sama chodzić? - zapytał.
Próbowała postawić krok, lecz ból tylko się nasilił.
- Nie widzę innego rozwiązania - powiedział.
Po tych słowach spróbował wziąć ją na ręce, lecz ona tylko popatrzyła na niego z oburzeniem.
- Zwariowałeś do reszty Malfoy!? Przecież mnie nie zaniesiesz do zamku, to szmat drogi!
- Nie doceniasz mnie Granger.
Wziął ją na ręce. Niósł ją jakby ważyła zaledwie gram. Co prawda, to prawda - Draco był wspaniale wysportowany. Gdy niósł ją do zamku, jego twarz była przepełniona obojętnością. Spojrzała w niebo. Śnieg tak cudownie padał, szkoda, że w taki smutny dzień. Zdjęła fioletową rękawiczkę i wyciągnęła rękę ku górze. Nie przejmowała się tym, że jest jej zimno. Chciała poczuć płatki śniegu na skórze.
Draco uśmiechnął się gdy spojrzał na Hermionę. Wyglądała po prostu ślicznie. Wiedział, że jest ładna. Nie podlegało to żadnej dyskusji. Spojrzała na niego i zauważyła uśmiech. Odwzajemniła go. - Przepraszam - powiedziała - nie powinnam tydzień temu wszczynać tej kłótni. Głupio się zachowałam - wydukała zakładając rękawiczkę na zmarzniętą dłoń.
- Masz rację Granger, głupio się zachowałaś, lecz ja, wielki, łaskawy Draco Malfoy dam szansę ci to wynagrodzić. - powiedział z wyniosłością, lecz też z uśmiechem.
- Słucham, co mam zrobić? - zapytała radosna Gryfonka.
- Pocałuj mnie.
- Chyba żartujesz - odpowiedziała.
- Wcale nie.
- Ty tak na serio?
- Jak najbardziej - powiedział - tyle osób mówi, że jesteś wielce empatyczną osobą. W którym momencie!?
- Nie, nie mów mi tego...
- Powiem. Kocham cię Hermiono Jean Granger. Pochodzę ze starego czarodziejskiego rodu - skrzywił się po tych słowach - a ty jesteś mugolaczką. Wstrętną szlamą - jak mawiał mój ojciec. Nie mogłem ci tego wyznać wcześniej, lecz teraz mamy po osiemnaście lat i możemy robić, co tylko nam się żywnie podoba. Na przykład to - po tych słowach pocałował dziewczynę delikatnie w policzek.
Miona popatrzyła w stalowo-błękitne tęczówki chłopaka. Pierwszy raz zobaczyła w nich miłość. Uczucie, którego nigdy nie doznał. Od początku był wychowywany na śmierciożercę. Bez uczuć, bez emocji - na mordercę. Kochała go, odkąd zostali przyjaciółmi, między nimi zawsze coś iskrzyło, lecz żadne z nich nie miało odwagi tego wyznać, a on to powiedział. Te dwa słowa, które odgrywają bardzo ważną rolę w życiu każdego człowieka. Bez nich, nie można normalnie żyć. Po prostu się nie da.
- Też cię kocham Draco.
Odwzajemniła pocałunek, tylko ten, był posłany prosto w usta Ślizgona. Chłopak popatrzył w czekoladowe oczy Gryfonki. Dzięki temu właśnie spojrzeniu, zrozumiał, że natrafił na drugą połówkę swojego smoczego serca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz