/Brak kanonu
/Katy (teraz już Susie)
Znajdowałam się na pustym placu. Co było wcześniej? Nie pamiętam. W oddali widziałam tłum ludzi. Nagle zdjęłam z siebie bluzę. To nie miało przecież sensu, skoro padał śnieg i wiał wiatr. Popatrzyłam na drzewa znajdujące się na obrzeżach placu. Przykrywała je gruba warstwa białego puchu. Dlaczego więc ja nie odczuwałam chłodu? Spojrzałam na bluzę. Widniały na niej inicjały T.S. Czyli to nie była moja bluza. Tylko kogo? O co tu w ogóle chodziło? Nagle usłyszałam hałas. To tłum ludzi się do mnie zbliżał. Po paru minutach mogłam dokładniej ujrzeć ich twarze. Jedne rozgniewane, drugie oburzone a niektóre rozczarowane czy zawiedzione. Dlaczego? Przecież ja nic złego nie zrobiłam! Zza moich pleców rozległy się uderzenia kopyt. Obejrzałam się, a to co zobaczyłam przeraziło mnie. Wprost na mnie gnało na oko trzydziestu jeźdźców w czarnych pelerynach z wyciągniętymi szablami. Zaczęłam biec w stronę tłumu, choć wiedziałam, że napastnicy prędzej mnie dosięgną. Próbowałam doszukać się w twarzach ludzi chęci pomocy. Nic z tego. Patrzyli na mnie z niechęcią, a niektórzy po prostu stali ze zwieszonymi głowami. Dlaczego nie uciekali?! Przecież ich też jeźdźcy zabiją. Prawda? Szybko odwróciłam głowę. Napastnicy byli dziesięć metrów za mną...osiem...sześć...cztery...dwa... To koniec. zaraz jedna z tych szpadli przeszyje moje ciało na wylot. Stukot kopyt był tuż za mną. Schyliłam się, wiedząc, że to i tak nic nie da. Ostatnia myśl jaka zaświtała mi w głowie brzmiała tak: "nie jestem gotowa umrzeć". Potem była już tylko ciemność.
Otworzyłam oczy.
Co się stało? Przeżyłam. Jaki to miało sens? Nic nie rozumiałam. Czułam, że leżę na czymś miękkim. Po chwili odkryłam, że to mech. Próbowałam się podnieść ale zamiast tego syknęłam z bólu. Skaleczyłam się w palec, o rozbitą butelką leżącą obok. Wstałam i otrzepałam się. Chciałam zrobić krok do przodu ale świat niebezpiecznie się zachwiał. A może to ja? Poczułam, że czyjeś ręce powstrzymują mnie przed upadkiem. Spojrzałam w górę i jedyne co zobaczyłam, to były ciepłe, brązowe oczy.
- Nic Ci nie jest? - usłyszałam.
- Nie... chyba nie. - wyjąkałam.
Spróbowałam wstać ale znów niebezpiecznie się zachwiałam.
- Chodź, pomogę Ci. Weź moją bluzę. Jest zimno a Ty w samej bluzce.
Miałam chwilę aby mu się przyjrzeć. Był to brunet z lekko zadartym nosem.
- Co się tak patrzysz Lils, jakbyś mnie pierwszy raz w życiu widziała?
- Tomek?
- Nie, kurde Stefan. - odparł śmiejąc się.
- Nie poznałam Cię.
Założył mi kosmyk włosów za ucho na co ja się uśmiechnęłam. Tak bardzo to lubiłam. Byliśmy parą od dwóch miesięcy.
- Do zobaczenia wkrótce, Lils. - powiedział.
I znów pochłonęła mnie ciemność.
Otworzyłam oczy.
Nie wiem jak to możliwe ale obudziłam się idąc. W palcu nadal czułam lekkie pieczenie po skaleczeniu.
- Lisa! Słuchasz mnie?! - usłyszałam.
Zorientowałam się, że obok mnie idzie Tomek i coś do mnie mówi.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Możesz powtórzyć? - bo co innego miałam mu powiedzieć? Że spałam na stojąco?
- Zrywam z Tobą.
- Ccco?
- Nie kocham Cię . Znalazłem Inną.
- Ale jak to? Co ja mam teraz zrobić? Ja Cię kocham.
- Przykro mi. To koniec.
Kolejny raz pochłonęła mnie ciemność.
Otworzyłam oczy.
Palec nadal mnie piekł. Znów znajdowałam się na tym placu. Wszystko było takie same ale jednak... coś się zmieniło. Moje emocje nie były już przytłumione. Czułam zimno spowodowane zimową porą. Czułam zmęczenie, ból i... gniew. Nie, wściekłość. Tylko dla... Nie zdążyłam dokończyć myśli gdy wspomnienia wypełniły mnie całą. Spojrzałam przed siebie. On tam był, z Nią. Był w tym tłumie. Ściągnęłam z siebie jego bluzę podrażniając ranę na palcu. Inicjały raziły mnie po oczach. Chciałam aby zginął.
Jak na zawołanie dobiegł mnie stukot kopyt. Nadciągali. Tym razem stałam i czułam potęgę mojego gniewu. Jeźdźcy ze szpadlami minęli mnie. To koniec. To Ich koniec.
Tym razem pochłonęła mnie krew.
Otworzyłam oczy.
Zobaczyłam sufit mojego pokoju. To był tylko sen - uspokajałam się. Poczułam lekkie pieczenie. Spojrzałam na lewą rękę. Z opuszka środkowego palca leciała mała strużka krwi. Pokój wypełnił krzyk.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Miniaturka powstała na podstawie mojego snu.
Pozmieniałam inicjały ponieważ czytają to
moi znajomi z "realu" to nie chciałam im
dawać zbyt wielu wskazówek
kogo dotyczył ten sen.
W każdym razie pomysł na miniaturkę
Pozdrawiam.
~Susie.