środa, 24 czerwca 2015

"Miau?!"


/003
/Harry Potter
/Postacie występujące w kanonie
/Brak kanonu
/Dramione
/Katy
Jak już pewnie większość z was
zauważyła, tytuł tej miniaturki
 jest dość nietypowy.
Tytuł jest taki, jaka jest miniaturka.
Nie rozumiecie?
Przeczytajcie, a wszystko
wyda się wam oczywiste.
~Katy
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Pozory mylą"
 
Wpadłam do swojego dormitorium i rzuciłam torbę z książkami na łóżko. Sama rozłożyłam się na kanapie przed kominkiem. Wiedziałam, że siódmy rok będzie naprawdę trudny ale że aż tak? Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Już miałam odpowiedzieć "proszę" ale do mojego pokoju weszła ruda osóbka z dwoma butelkami Ognistej w rękach. 
- Miona! Nie uwierzysz co się stało! Harry poprosił mnie o chodzenie!
- Nie żartuj! Wskakuj tu do mnie i opowiadaj mi wszystko od początku.
 Ruda zaczęła biec w moją stronę ale zaczepiła nogą o dywan i wylądowała z hukiem na podłodze.
- Gins? Nic ci się nie stało? - zapytałam.
- Mnie nie, ale butelkom Ognistej już tak...
Popatrzyłam na porozbijane butelki. To wszystko co z alkoholem. Chociaż...
- Wiesz co Ruda? Mam chyba jeszcze kilka butelek Ognistej w szafce.
- Hermiono Granger, to naprawdę ty? - dziewczyna popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Tak, a co? - powiedziałam podchodząc do szafki z trunkami.
- Nie znałam cie od tej strony. W szkole taka grzeczna uczennica a w dormitorium... no, no Hermiono zmieniłaś się.
- Oh Ginny, nie przesadzaj. Każdy się zmienia. Nawet ja.
I na potwierdzenie tych słów zaczęłam pić prosto z butelki.
Spędziłyśmy cały wieczór w swoim towarzystwie. Była gdzieś tak 19:30 gdy obie byłyśmy już lekko wstawione.
- Hermiono?
- Hm?
- Wiesz, że Malfoy zerwał dziś z Parkinson na oczach całej szkoły? Było wielkie przedstawienie.
- Ginny...
- Oj Miona.
- Nie. - ucięłam stanowczo - Rozmawiałyśmy już o tym.
Pociągnęłam zdrowo z butelki.
- No wiem ale nie uważasz, że pasujecie do siebie? - wybałuszyłam oczy - No wiesz, przeciwieństwa się przyciągają i takie tam...
- Nawet nie zaczy...
Wypowiedź przerwała mi mała sówka, wlatująca do pokoju przez otwarte okno. Upuściła list na moje kolana i szybko wyleciała. Zaczęłam czytać. Po chwili popatrzyłam na towarzyszkę.
- Muszę iść.
- Ale gdzie? - popatrzyła na mnie pytająco.
- Na szlaban. McGonagall napisała  mi, że prefekci Ravenclawu mają jakiś szlaban i nie mogą zjawić się na patrolu. Mamy stawić się za nich na patrolu. Co najgorsze mam tam być z Malfoyem. Nie! I nie wysuwaj mi tu żadnych sugestii!
- Ale Miona...
- Nie Ginny! Przepraszam Cię ale nie mogę się spóźnić. Nie chcę zarobić kolejnego szlabanu...
- Kolejnego? - popatrzyła na mnie zdziwiona.
Czułam, że oblewam się rumieńcem. Nie mogłam jej powiedzieć.
- Hermiona...
- Pa Gins! Muszę lecieć!
I jak najszybciej, nie patrząc na rudowłosą opuściłam pokój. Biegłam przez korytarze. Uh! Przez alkohol kręciło mi się lekko w głowie. Musiałam dotrzeć do Wielkiej Sali, bo McGonagall napisała, że stamtąd rozpoczynamy szlaban. Cholerny Malfoy! Dlaczego akurat z nim?! Nie miałam czasu na dalsze rozmyślenia, bo zauważyłam drzwi Wielkiej Sali a pod nimi blondyna z kpiącym uśmiechem na twarzy. Na moje nieszczęście, tuż przy chłopaku potknęłam się o własne nogi.
- Czyżby Panna Wiem - To - Wszystko - Choć - Jestem - Szlamą Granger upiła się? Chyba będę musiał powiadomić o tym profesor McGonagall. - powiedział przedrzeźniając ją.
- Śnij dalej, Malfoy.
- O wywaleniu takiej szlamy jak ty z tej budy? Owszem.
- A to niby dlaczego?
- Nie wiesz Granger, że posiadanie alkoholu w szkole jest zabronione? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Pomyśl co ty mówisz, Malfoy. Ty razem ze swoimi gorylami piłeś już w piątej klasie, jak nie  w czwartej.
- A masz to na jakieś dowody, szlamo?
- Wiesz co, dupku? Mówisz, że pochodzisz z arystokratycznej rodziny, że masz czysta krew ale wyrażać się ładnie to ty już nie potrafisz.
- Milcz, szlamo. Lepiej zostań na swoim miejscu. - powiedział z pogardą.
- Słucham. Gdzie?
- U mych stóp. - na jego twarzy pojawiło się coś głębszego niż odraza i pogarda - Ojej, przecież ty już tam jesteś.
Powiedział i odszedł. Ja dopiero wtedy zorientowałam się, że nadal leżę na podłodze. Uh! Wstałam i poszłam za Malfoyem. Nic innego mi nie pozostawało oprócz wypełnienia patrolu.
- Oł, nie dość, że wie gdzie jej miejsce to jeszcze idzie przy nodze. Szkoda tylko, że wygląda gorzej niż pies.
Tego było za wiele. Nadszedł czas zemsty.
- To koniec Malfoy!
- Mylisz się szlamo, to dopiero początek.
Przez chwilę patrzyliśmy na siebie nienawistnym wzrokiem. Myślałam nad zaklęciem, które mogłabym na niego rzucić. Najlepiej żeby był potulny i aby nadal miał te swoje obrzydliwe utleniane strąki. Równocześnie wyciągnęliśmy różdżki.
- Wiesz co, szlamo? Uprzedzę Cię. Wolisz usługiwać mi bez obliviate czy z obliviate?
- Co?
- Czyli jednak z obliviate. No dobrze. - popatrzył na mnie z pogardą - wszystkie wspomnienia przekształcę tak, żebyś myślała, że jestem twoim panem, i  że masz mi usługiwać całkowicie. Na każde kiwnięcie palcem.
Jak ja go nienawidziłam.
- Obliviate!
- Febialor!
Krzyknęliśmy równocześnie. Zauważyłam dwa snopy światła - jeden mój i jeden Malfoya. Potem była już tylko ciemność.


Auł.
Jak ta głowa boli.
Chwila... Dlaczego ona mnie boli? I dlaczego tu jest tak jasno?
- Hermiona? Nie śpisz? - usłyszałam
Zmusiłam się do otwarcia oczu. Po chwili tego pożałowałam, bo w pomieszczeniu, w którym się znajdowałam, było stanowczo za jasno. Zaczęłam mrugać oczami by przyzwyczaiły się do światła. Po kilku sekundach mogłam już zobaczyć rudą osóbkę pochylającą się nade mną.
- Ginny? Co się stało? Gdzie ja jestem? - zapytałam się, bo pomieszczenie nie przypominało mojego gryfońskiego dormitorium.
- Jesteś w skrzydle szpitalnym, Miona. I...
- Jak ja się tu znalazłam? Ostatnie co pamiętam to wczorajszy wieczór. - przerwałam jej.
- Pamiętasz? - rzekła zdziwiona.
- Aha. A ty nie? Byłaś u mnie wypiłyśmy trochę, potem przyleciała sowa McGonagall a ja musiałam wyjść na szlaban. A potem... - zacięłam się.
- Co się potem wydarzyło , Herm?
- Nie pamiętam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
* Zaklęcie ułożone przeze mnie. Ułożone z łaciny.  Jest zrobione z trzech słów:
felis - kot
cambiato - zmiana
color - kolor

Jak już pewnie zauważyliście wszystkie zaklęcia zaznaczyłam kursywą. Ot tak.

Mam nadzieję, że się wam podoba miniaturka,
bo będzie ona kontynuowana.
~Katy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz